Prowadzili niewielką pralnię w Olecku. Prali w Kłębuszku i innych dostępnych płynach. Stracili dom, walczą o to, aby nie wylądować na ulicy. 11 i 12 lutego będą protestować przed siedzibą Rzecznika Praw Obywatelskich w Warszawie.
Swoją pralnię, na początku chemiczną, ale później już tylko wodną prowadzili w lokalu na parterze. Nad nimi, na pierwszym piętrze mieszkała rodzina. Wszystko było mniej więcej dobrze do czasu, gdy lokatorom z pierwszego piętra urodziło się dziecko z zespołem Downa. Oskarżyli właścicieli pralni, że to z powodu immisji z ich lokalu.
- To nie jest nasza wina – bronili się właściciele. - Biegli absolutnie wykluczyli wpływ działalności pralni na chorobę dziecka. Nie mieliśmy z nią nic wspólnego. Żadne normy nie zostały przekroczone. Mało tego, w samym mieszkaniu lokatorów została wykryta w podłodze toksyczna smoła. Okazało się zatem, że sami siebie podtruwali. W mieszkaniu tych ludzi znajdowały się też związki lotne, których nie było w naszej pralni. Nie mogły więc pochodzić od nas.
Ciekawostką w całej sprawie jest to, że właściciele pralni bardzo szybko przestali prać chemicznie. Prali już tylko w wodzie. Niewielkie ilości prania, w jednej pralce. Z pomocą proszków i płynów, które można bez problemu kupić w każdym sklepie. Przeznaczonych do używania w gospodarstwach domowych. Jednym z nich był na przykład dostępny w Biedronce Kłębuszek, kolejnym Vizir. Pralnia chemiczna nie funkcjonowała już od półtora roku, jednak lokatorzy na górze nadal twierdzili, że odczuwają dyskomfort z jej powodu. Wyprowadzili się z mieszkania. Ale nie wszyscy. Na miejscu został ich syn.
Do pralni przylegały też inne mieszkania. Pozostali sąsiedzi nie zgłaszali zastrzeżeń. W mieszkaniu za ścianą rodziły się i wychowywały dzieci. Dorastali sportowcy, obecni kadrowicze.
Właściciele pralni najpierw przegrali proces cywilny o immisje. Sąsiadom z góry zwrócili już ponad sto osiemdziesiąt tysięcy złotych tytułem zadośćuczynienia oraz dodatkowo 80 tysięcy złotych, jako zwrot za wynajmowane przez nich mieszkanie zastępcze. W sumie winni byli z tytułu zadośćuczynienia 300 tysięcy złotych plus odsetki. Okazało się, że mimo tak dużej spłaty uporali się jedynie z odsetkami. Doszło więc do licytacji komorniczych. Stracili zarówno były lokal pralni, jak i niedawno stary, niewielki dom – ich jedyne lokum.
- Nieważne, czy zamarzniemy przed siedzibą rzecznika, czy nie. Musi nas ktoś w końcu wysłuchać! Nikomu nie zrobiliśmy nic złego. Nie popełniliśmy przestępstwa. Jeśli będziemy musieli opuścić nasz dom dojdzie do tragedii. Nie wyobrażamy sobie tego. Nie mamy, gdzie się podziać. Jesteśmy starzy, schorowani. Mam poważną wadę serca, która wynika z niedomykania się zastawki – wyjaśniła właścicielka pralni. - Przechodziłam poważną operację kardiologiczną. Protest przed siedzibą rzecznika jest naszym krzykiem rozpaczy. Sędziowie do tej pory nie zwracali uwagi na korzystne dla nas ekspertyzy. Również te, które zostały wykonane na zlecenie prokuratury. Na początku chciano nas bowiem obarczyć odpowiedzialnością karną. Prokurator nie stwierdził jednak znamion czynu zabronionego. Zostaliśmy oskarżeni w procesie cywilnym. Sędziowie odrzucili jednak wszystko, co wskazywało, iż działalność pralni nie miała wpływu na stan zdrowia lokatorów. Właśnie dlatego odpowiadaliśmy za naruszenie dóbr osobistych. Żadnego innego powiązania przyczynowo-skutkowego nie udało się znaleźć. A o tym, że boli głowa, czy czuje się dyskomfort lub inne subiektywne skutki łatwo powiedzieć. Trudniej to sprawdzić. Mamy za to oświadczenia sąsiadów z których wynika, że lokatorami z góry mogły kierować zupełnie inne przesłanki, aby przejąć nasze nieruchomości. Otrzyma je między innymi rzecznik.
Rzecznik Praw Obywatelskich rozpatruje wniosek o wniesienie Skargi Nadzwyczajnej w tej sprawie. Podczas protestu właściciele pralni złożą w biurze kolejne dwa wnioski. Ich kopie, jak również wypunktowane nieprawidłowości, do których miało dojść podczas procesów otrzymają również dziennikarze.
Dziennikarze, którzy współtworzą naszą markę prowadzą w opisanej sprawie odrębne śledztwo dziennikarskie. W kierunku wznowienia postępowania.
Pikieta, a właściwie dramatyczne wołanie o pomoc i wysłuchanie właścicieli pralni odbędzie się w środę (11 lutego) i w czwartek (12 lutego) w godzinach 12-15 przed wejściem do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich w Warszawie przy alei Solidarności 77.
Dziennikarzom zainteresowanym tematem przekażemy wszelkie informacje.
Policja nieprawidłowo wyjaśnia Twoją sprawę? Sędzia jest stronniczy? Ktoś składa fałszywe zeznania? Nie możesz wywalczyć sprawiedliwości? Walczysz o kontakty z dziećmi? Chcesz coś nagłośnić? Zrobimy to dla Ciebie. I będziemy pilnowali aż do samego końca, reagując na każdą nieprawidłowość. Przeprowadzimy śledztwo dziennikarskie. Przygotujemy konferencję prasową. Wykażemy kłamstwa i mataczenie. Badamy również skomplikowane sprawy kryminalne. Współpracują z nami byli policjanci i byli oficerowie Centralnego Biura Śledczego Policji. Po przeprowadzeniu śledztwa dziennikarskiego możemy być wskazywani jako świadkowie.